FANDOM


Nie chciałbym was zanudzać, ale ta opowieść warta jest przytoczenia.
Oto zeszłej niedzieli postanowiliśmy w naszym antykatolickim gronie ponabijać się trochę z katolskich oszołomów, najlepiej w miejscu kultu ich bożka, czyli w jakimś kościele. Furtian Wacław zaproponował lubelską katedrę, więc wybraliśmy się tam w trójkę (dołączył Ciekawyyy). Przed wejściem Ciekawyyy wyjął zza pazuchy niewielką paczuszkę, myślałem że ma tam pędraki do żucia, ale to był prawdziwy skarb - kulki z odchodów orangutanga wymieszane z tłuczonym szkłem. Każdy z nas łyknął po jednej, a kiedy przez ranki wywołane szklanymi okruchami, do naszych krwiobiegów dostały się cenne substancje z kału wielkiej małpy, każdy z nas nabrał niezwykłej energii do czynów zuchwałych. Wkroczyliśmy w te pędy do zatłoczonej katedry i przedostaliśmy się pod sam ołtarz. Kał orangutanga wywołał we mnie wizję Ciekaweeego jako apetycznej kozy. Nie mogłem się powstrzymać i zapiąłem go od tyłu, a po chwili ból anusa dał mi do zrozumienia, że Wacław zrobił to samo ze mną. Na oczach oszołomionych katolickich baranów spletliśmy się w ekstatycznym tańcu. Wizje wprawiały nas w niezwykły nastrój. Furtian Wacław wyzywał frasobliwego bożka zwisającego z krzyża od ewangelickich zwyroli-podszywaczy. Ciekawyyy ryczał coś o inkwizycji, a ja recytowałem wklejki o maciorach. Lecz wtedy drzwi katedry uchyliły się i stanął w nich Gomez. Jego twarz jaśniała niezwykłą urodą ale i surowością. A w dłoni dzierżył Bat na Ateichów. Zadrżałem. Kto śmie naruszać powagę Domu Bożego? - zapytał Gomez. I wymierzył nam cios Batem. W tym momencie Ciekawyyy doznał niewiarygodnego orgazmu i zaniósł się donośnym Beeeeeeee, ja oddałem z wrażenia kał na podłogę a Wacław tarzając się w nim wykrzykiwał frazy Pentalogu. Niestety, Gomez swoimi ciężkimi buciorami wykopał nas z katedry. Kiedy chłód nas otrzeźwił (ubrania postradaliśmy już wcześniej), pogratulowaliśmy sobie udanej antykatolickiej akcji i rozstaliśmy się, obiecując, że spotkamy się jeszcze niejednokrotnie walcząc z tą ponurą sektą