FANDOM



nie zaloguję się
Regularnie pisuję tutaj pod znanym niebieskim nickiem, nie zdradzę jednak, pod którym - moglibyście mnie potem szykanować. Obserwuję swoich znajomych (choć i tak jest ich niewielu), widzę, jakie prowadzą życie na co dzień - mają rodziny, pracują - ja też, z tym, że nieco inaczej... W każdym razie cały czas odnoszę wrażenie, że jest ze mną coś nie tak. Prawdopodobnie ma to korzenie w moim dzieciństwie. Mój ojciec był alkoholikiem, bił regularnie mnie i mojego brata. Matka, fanatyczna katoliczka, prowadziła mały sklepik. Była osobą apodyktyczną, nie pozwalała mi mieć żadnych kolegów - moimi jedynymi przyjaciółmi mieli być brat i Jezus. Jednak nie za bardzo ich lubiłem. Pewnego razu, kiedy na terenie naszego gospodarstwa wybuchł pożar, pobiegliśmy go wspólnie z bratem ugasić - wtedy z nie do końca znanych nawet sobie powodów wepchnąłem drugą latorośl moich rodziców do ognia - nikt nas wtedy nie widział. Zdarzenie zakwalifikowano jako nieszczęśliwy wypadek, do dzisiaj nikt nie wie, jak było naprawdę. Wkrótce potem zostałem sierotą. Ojciec już wcześniej zmarł w wyniku zawału, pięć lat później przyszła kolej na matkę - moją jedyną prawdziwą przyjaciółkę. Zostałem sam, świat mi się zawalił. Często odwiedzałem ją na cmentarzu. Pewnej nocy, wiedziony niezdrową ciekawością, zacząłem rozkopywać jeden z nieopodal leżących grobów. Dokopałem się do trumny, którą z trudem udało mi się otworzyć. Widok rozkładającego się ciała starszej pani doprowadził mnie do takiego podniecenia, że momentalnie wyjąłem swoje przyrodzenie i zacząłem się onanizować. Była wtedy pełnia księżyca... Z czasem weszło mi to w nawyk - pod osłoną nocy regularnie rozkopywałem czyjeś groby, masturbowałem się nad nimi, jednak wciąż było mi mało. Zacząłem więc przemycać do swojego domu niektóre części ciała i przerabiać je na najrozmaitsze akcesoria. Ciągłe obcowanie z trupami zaczęło mnie jednak nużyć - zrobiłem więc swego rodzaju krok wstecz - zacząłem umawiać się ze starszymi paniami. Najbardziej podobają mi się te powyżej 60-ki, bo przypominają mi moje cmentarne przyjaciółki, a także mamę - tuż przed śmiercią... Na co dzień pracuję jako ich utrzymanek i sprawia mi to wielką przyjemność, czasem z niesmakiem puknę jakoś 40-kę, jak nie mam na paliwo albo nowy sygnet. Myślicie, że idę w dobrym kierunku?

PS Nie pytajcie, kim jestem, i tak nie powiem.