FANDOM


R. de Niro
Przyjechałem dzisiaj do swojej rodzinnej miejscowości. Musiałem zabrać wszystkie swoje rzeczy z mieszkania rodziców. Mama powiedziała, że nie pozwoli na to, żebym ją regularnie zdradzał z jej koleżankami z liceum, i żebym traktował rodzinny dom jak hotel. Trudno się mówi. W każdym razie, było około godz. 12., kiedy mój pociąg stanął na dworcu. Przy tak nieciekawej pogodzie, przytłoczony nieciekawą sytuacją familijną, byłem wyjątkowo osowiały. Nic nie zapowiadało tego, żeby ten dzień miał być udany. Wtem moim oczom ukazała się siedząca koło wejścia, około 50-letnia kobieta, dzierżąca w rękach kartkę z napisem "Zbieram na hlep". Anioł. Troszkę brudna i zaniedbana, ale wiedziałem, że musi być moja. Podszedłem do niej i łaskawą ręką wrzuciłem piątaka do leżącej obok niej staromodnej czapy. Zauważyła na moim ręku sygnet. Wiedziała, że jestem gościem z klasą. Wystarczyło parę porozumiewawczych spojrzeń i już byliśmy w jej kartonie. Tak ją wy.ruchałem, że iskry jej się z futra posypały. A może to były wszy? Mniejsza z tym. Była niesamowita. Do teraz czuję ten zapach taniego wina z pobliskiego sklepiku... O kur.wa, zapomniałem się umyć.