FANDOM


Akcja ratunkowa w Chile

Też kiedyś coś takiego przeżyłem. Jakieś trzy lata temu tate z dziade zamknęli mnie w piwnicy z kotami i zabarykadowali drzwi skrzynkami po wodzie grodziskiej. Tydzień kopałem awaryjne wyjście, po czym w specjalnym skafandrze wykonanym z zimowego płaszcza mame, w hełmie z latarką, wysmarowawczy moje doskonałe ciało smalcem wyślizgnąłem się przez Otwór B.

Kiedy poczułem powiew świeżego powietrza, założyłem moje Rajbany z tesco, żeby nie oślepnąć po tylu dniach pod ziemią. Moje oczy długo przyzwyczajały się do światła dziennego... powoli zdjąłem okulary, by znowu zobaczyć widoki, za którymi tak tęskniłem... chlewik, drewutnię i starą skodę na ogrodzie, na której uczyłem się spawać .

Postanowiłem zmienić swoje życie. W jednym momencie, w jednej chwili zdecydowałem, że pojadę na stopa do Mlada Boleslav by zostać spawaczem w zakładach Skody ... ostatni raz obejrzałem się za siebie, pragnąc zapamiętać miejsce, w którym przeżyłem najpiękniejsze chwile mojego życia- pierwszy omnadren, inicjację z dziadowym kindybałem, pierwszy seks z wałem z kołdry imieniem Paulinka ... obejrzałem się i kątem oka zobaczyłem pośpiesznie wycofującego się Wielkiego Obrzezanego Kutasa ))



Nowy Jork, USA, 9/11

Śmiejcie się kundle bez życia i perspektyw.... podczas 9/11 rzeczywiście przelatywałem moim szybowcem nad NY ... próbowałem zmusić boeinga, który uderzył później w pierwszą z wież WTC do zmiany kursu ... dawałem znaki skrzydłami i podręcznym lusterkiem, które, przegrańcy, mam zawsze w tylnej kieszeni koło grzebyka ... załoga (jak się później okazało Mohamed Atta i inni terroryści) nie reagowała. Postanowiłem wejść w kurs kolizyjny z B767 i poświęcić swoje młode obiecujące życie i karierę spawacza w Mlada Boleslav dla dobra tysięcy niczego nieświadomych nowojorczyków, którzy jak co dzień przyszli do pracy w WTC ... zwrot w prawo! Oni-unik... Zwrot w lewo- unik! Oblot pod kadłubem, niczym wy przegrańcy wokół tatełowych jajetz codziennie rano- nitz!

Postanowiłem zbliżyć się na najbardziej możliwą odległość do kabiny porwanego samolotu i wystrzelić flarą w pilotującego samolot . Kiedy celowałem w okienko wymiarów mojego tricepsa, zauważyłem, że za sterami nikogo nie ma!! . Postanowiłem wykonać zbliżenie z przeciwległej strony kadłuba i wtedy kątęm oka ujrzałem w okienku szybko wycofującego się Wielkiego Obrzezanego Kutasa ))


DALLAS JFK

Co się stało w Dallas stuleje doskonale wiecie. Byłem wtedy w bezpośredniej ochronie JFK. To był dobry człowiek... hulaka i dziwkarz, ale niejeden talerz wodzionki razem o@@@iliśmy . W każdym razie, kiedy w słoneczne popołudnie 22 listopada 1963 roku. JFK jechał odkrytym wozem wraz z małżonką (Dżaki, nieźle sucz ciągnęła ). Do moich zadań należało patrolowanie przestrzeni powietrznej bezpośrednio na trasie przejazdu. Cisza jaka


w powietrzu otaczała mój stealth-szybowiec nie zwiastowała niczego złego... w tle mruczało nielegalnie zamontowane w kabinie mojego Rozi-drona radio marki Panaskanix... Sinatra, przelatujące gołębie i ta usypiająca pewność, że nic się nie wydarzy... . Ken, bo tak bliscy często nazywali JFK ( ja zwracałem się do niego, nawet przy wodzionce, per Panie Prezydęcie ), machał z Dżaki do wiwatującego tłumu, chociaż widziałem z góry, że Żaklin spogląda czasem w kierunku mojej szybującej w przestworzach maszyny, jakby myślała już o wieczornym boltzowanku przez

Panicza Rozmusa Padły szczały... widząc co się dzieje, postanowiłem zaatakować z powietrza zamachowca/zamachowców (nie wierzę w to, że prezydęta zabił Lee Harvey Oswald, ale o tym za chwilę, mam twarde jak kozie boby dowody... )

Mój szybowiec pikował w dół niczym wygłodniały jaszczomb , a ja stałem moimi krótkimi nózkami (mam 201 cm wzrostu

pariasy ) na krawędziach kabiny czekając na dogodny moment do skoku desantowego . 3... 2... (zesrauem się przy 2... ) 1... skaczę! Spadochron! Nie otwiera mi się spadochron!! To koniec pomyślałem, szarpiąc jednocześnie za linkę od zapasowej czaszy ... otwarła się! Niestety na zbyt małej

wysokości... gruchnąłem o ziemię niczym wielki (215 cm wzrostu śmiecie ) głaz rzucony przez Pana Boga na obrażających jego majestat morderców... ... poczułem w ustach lepki smak

krwi ... ale był inny niż choćby wtedy kiedy tate pobił mnie za kradziez draży kokosowych z Lidla, które przechowywał w największej tajemnicy między kalesonami w szafie ... znów poczułem coś lepkiego na moich poobijanych upadkiem ustach ... kątem oka dostrzegłem pośpiesznie wycofującego się Wielkiego Obrzezanego Kutasa... Boże ...-pomyślałem- spraw by była to krew i zemdlałem.