FANDOM


WITAM, wczoraj zagadałem z laseczką na GG nowo poznaną na studiach. Powiedziała że potrzebuje Oficce 2007. Ja człowiek, znający się na komputerach szeroko pojętych powiedziałem, że mam obraz ISO, który trzeba odpalić demonem tulem.

Chciałem jej wysłać ten plik przez GG. Jakże byłem wkooorwiony jak wyskoczył komunikat, że plik za dużo waży. Miałem bowiem okazje zapunktować u loszki i liczyć na wczesne rooochanie. Zachowując trzeźwość umysłu powiedziałem, że mogę jeszcze dziś podjechać do niej autobusem. Ona mieszka w mieście sąsiednim.

Oczywiście zachowując logiczne myślenie i racjonalizm powiedziałem jej że będę przy okazji, ponieważ muszę sobie kupić bluzę PUMY koloru czarnego. Żeby nie było, ze się narzucam. Ona napisała mi - OK i wysłała buźkę. W nadzieji na szybkie rooochanie ubrałem się w najelpsze ciuszki :D i z nabrzmiałym fiutem,:) dziarskim krokiem poszedłem w stronę PKS-u.

Wcześniej zadzwoniłem do dżuni aby czekała na mnie na przestanku w swoim mieście gdyż nie wiem gdzie ona mieszka. Wchodzę do autobusu pewnym krokiem i widząc że dookoła same babcie nie stanowiace zagrozenia dla mojej stulejarskiej osobowości - szpanerskim krokiem idę na tył autobusu aby zająć tam miejsce. Jakiej palpitacji dostało moje serce, gdy zobaczyłem, że do autobusu wchodzi grupa gimgównojadów.:( Utrzymując z trudem zwieracze w ścisku, próbowałem zachować spokój. Gimnazjaliści zajęli miejsca dookoła mnie :( . Początkowo nie zwracali na mnie uwagi bo gadali o swoich lewelach w TIBII. Jednak w krótce usłyszałem słowa jednej z gimnazjalistek - popatrzcie na tego przegrańca z płytą Office na kolanach. Wtedy wiedziałem już co się stanie. Nie wytrzymałem i nagle poczułem w gaciach wilgotne uczucie stolcowatej mazi, która wypływała mi z nogawki niczym oznaka mojego przegranego życia. Gimnazjaliści poczuli odór zgniłych jaj po czym wybuchli smiechem. Całą drogę tyrali mnie psychicznie i fizycznie. Jeden z nich wylał mi colę na moje niedawno umyte włosy. :( Po pół-godzinnym koszmarze w końcu dojechaliśmy na miejsce.

Miałem nadzieje że dadzą mi w końcu spokój. A oni osaczyli mnie niczym chieny zdychającego słonia, chwycili mnie za szmaty i wyjebali z autobusu. Wylądowałem tuż obok loszki która czekała na mnie :( .

Ekwilibrystycznym ruchem udało mi się wtać, oczepać spodnie i powiedzieć niepewnym głosem, cześć !. Potem z busa gimnazjalista krzyknął do mnie - ej frajerze łap płytkę. Rzucił nią niczym dyskobol dyskiem, który wybił mi szkiełko w okularach.

Świadomy swego przegrywu niczym żuraw który sie spóźnił w podróży :( powiedziałem tylko do lochy - słyszałem, ze nie umiesz odpalić pliku ISO w demonie tulsie. Po tym wsztskim podniosłem połamaną płytę i rzekłem do niej - chyba już nie zadziała , po czym niby błędny rycerz oddaliłem się w ustronne miejsce za PKS-em aby tam dogorywać w samotnosci :( :(