FANDOM



Pasażer Półkotapczanu
Kolejny epizod z mojego zycia o ktorym chcialbym wam opowiedziec to "wakacje" na wsi u wujka. Wujek jako najmlodszy z rodzenstwa zostal na gospodarce. Dziadele przepisal wszystko na niego juz dawno i owego roku mu sie zmarlo na wiosne. Ja bylem wtedy miedzy druga a trzecia klasa ogolniaka i cale wakacje siedzialem w domu grajac na kompie az w koncu mamele powiedziala ze pojade tam na dwa tygodnie i pomoge w zniwach, zeby nie bylo im tak ciezko Nie za bardzo bylem temu rad ale nie mialem nic do gadania. Mame spakowala mi rzeczy w torbe (tak ona, nie ja ) i nazajutrz pojechalem PKS-em do oddalonej o ponad 40 km wsi. W dodatku musialem isc pieszo 3 km bo wujkowi nawalil samochod i nie mogl po mnie wyjechac. Oczywiscie nasluchalem sie komentarzy "Jaki ty blady jestes, jaki chudy"; itp wyglaszanych przez ciotke i babele a dwojka prawie 10 lat mlodszych braciakow tyrala mnie nadzwyczaj ostro. Pierwszego dnia upuscilem sobie dyszel od przyczepy na stope Skoczylo sie na siniaku ale bolalo jak cholera. Drugiego dnia pojechalismy ciagnikiem na lake robota byla lekka bo zagrabialismy siano Jakis czas po nas na sasiednia lake przyjechal wujkowy sasiad z rodzina robic to samo. Razem z nim jego zonela i trzy corki No wlasnie. Owe dziewczyny byly w zblizonym do mnie wieku, z twarzy bardzo przecietne, ale za to cyce mialy duze i nogi dlugie (wszystkie w szortach, az mi pauka stanela jak je zobaczylem). Oczywiscie sasiad podbil do wujka i zaczeli cos tam gadac o rolniczych sprawach, a dziewczyny zabraly sie do grabienia no i caly czas spogladaly w moja strone co chwila cos szepcac i chichoczac. Nie wiem czy sie ze mnie smialy czy z tego jak zagrabialem, ale spielo mnie to niemilosiernie Po chwili sasiad z rozesmiana geba a la Komorowski krzyknal do nich "No przywitajcie sie z kolega" i one trzy do mnie podeszly i zaczely gadke skad jestem i takie tam Ja bylem speszony na maksa ale jakos tam z nimi ciagnalem te gadke i na tym stanelo ze one zaproponowaly mi wypad nad staw nastepnego dnia. Probowalem sie wykrecic bo nawet plywac dobrze nie umiem ale tak nalegaly i wujo zaczal mnie tyrac wiec sie zgodzilem. Mielismy isc po poludniu pieszo bo do tego stawu byl jakis kilometr. Wieczorem bylem tym zestresowany i pol nocy lezalem na tapczanie rozmyslajac jak to jutro bedzie, oczywiscie nie omieszkalem zbic konia w kiblu pod cyce nowych kolezanek No i nastepnego dnia zjawily sie o umowionej godzinie w strojach plazowych z recznikami itd. ja tez zabralem co tam sie moglo przydac i poszlismy zwirowa droga nad ten pieprzony staw. Caly czas staralem sie ukryc stojaca pauke, co mnie niesamowice krepowalo W dodatku dziewczyny non stop smialy sie i zartowaly, z mojej osoby rowniez... A tak w ogole to pod ich tylki wale nawet do dzis ale mniejsza z tym... Staw byl dosyc rozlegly z wydeptana niewielka plaza i tam tez sie rozlozylismy. Oprocz nas byla tez grupka jakichs dzieciakow na przeciwleglym brzegu. Dziewczyny od razu chcialy wlazic do wody i rzucily do mnie ;"zdejmuj koszulke i chodz z nami"; Nie wyobrazacie sobie jakiego paralizu mentalnego wtedy dostalem. Stanalem jak wryty nie wiedzac co zrobic bo scenariusze ktore ukladalem sobie wczoraj w glowie jakos tego nie uwzglednialy Loszki juz brodzily w wodzie i najstarsza z nich krzyknela jakby lekko zirytowana "No dawaj!" i impulsywnie sciagnalem ta pieprzona koszulke ukazujac blada jak sciane zapadla szczurza klatke, czym wywolalem szerokie usmiechy na ich twarzach. Musialem wygladac komicznie z ta klata i kontrastujacym czerwonym ryjem Dziewczyny zlazly nieco glebiej i zaczely sie pluskac ja niesmialo stalem w wodzie po kolana. Wolaly mnie :O Zlazilem coraz to glebiej az w koncu jedna sie do mnie zblizyla, zlapala za reke i pociagnela mocna. Pacnalem twarza w wode, zaczalem sie miotac jak jak morzyne w siatce lowcow niewolnikow ale jakos wrocilem do pionu i lapalem oddechy jakbym uwolnil sie ze stryczka. Loszki zrywaly boki ze smiechu potem zaczely chlapac mnie woda i zaczepiac az wpadlem na nieco glebsza wode i zaczalem sie znowu miotac bo plywac to ja nie bardzo potrafie. Jak zlapalem pion i oddech do spieprzylem na brzeg czym predzej, dziewczyny cos burczaly ale olalem je bo juz mialem dosc Opilem sie wody jak nigdy przedtem One sie jeszcze kapaly kilkanascie minut a ja w tym czasie dochodzilem do siebie zdajac sobie sprawe ze wyszedlem na fajtlape I jak wyszly z wody to seryjnie jedna powiedziala ze jestem pizda i brechtaly sie ze mnie az mi sie glupio zrobilo. Potem lezelismy plackiem a dziewczyny gadaly... Ja bylem juz tak speszony ze odezwalem sie doslownie dwoma slowami. No i niestety niebo sie szybko zachmurzylo, nagle zerwal sie wiatr i szla burza i tu najgorsze... Zebralismy klamoty i zaczelismy isc do domu, a tu jedzie jakis koles Beemka, okazalo sie ze to ich kolega. Powiedzial zebysmy wskakiwali szybko to nas podwiezie ale mowi ze ma tylko 3 miejsca, bo podlokietnik z tylu sie nie sklada :O Loszki popatrzyly na mnie jak na kawalek splesnialego chleba, jedna powiedziala ze chyba sobie poradze i zaladowaly sie do auta. Koles tylko spojrzal na mnie jak na frajera prezentujac przy tym szeroki usmiech i brak jednego zeba, machnal do mnie reka i ruszyl z kopa zostawiajac mnie w chmurze pylu I tyle ich widzialem. Po chwili lunal deszcz... Zmoklem jak pies, ale to nie najbardziej mi przeszkadzalo tylko swiadomosc jakim zywym gownem jestem. Na wsi wytrzymalem jeszcze dwa dni. Nabawilem sie dodatkowo poparzenia na klacie i plecach od slonca az ciotka chciala mnie nacierac zsiadlym mlekiem. Dalem sobie juz spokoj i pojechalem PKS do domu Wlasciwie to byl jedyny taki kontakt typowo towarzyski z dziewczynami jaki mialem w zyciu (no byla tez stodniowka ale to inna historia). Miemniej jednak przegralem w wygrywie niemilosiernie i za kazdym razem jak to wspominam to ciezko mi na sercu. Rozdepczcie mnie :O