FANDOM


Opowiem jeszcze jak spotkalem sie z moim e-znajomym po raz pierwszy.

Koleś nazywa sie marcin. Znaliśmy się od 4 czy 5 lat. Po raz pierwszy spotkaliśmy

się w grze counter-strike, często razem graliśmy. Długo ze sobą pisaliśmy, nawet

gdy już żadne z nas nie grało w tę zjebaną grę. Pisaliśmy o wszystkim, tacy eprzyjaciele.

Chłopak był bardzo szczery, nie twierdził że jest najzajebistszym

kolesiem na świecie, żalił się ze swoich problemów, itd. Ja pozorowałem się na

zajebistego cwaniaka i ruchacza. Po wielu latach takiej znajomości, postanowił

do mnie wpaść zaraz po wakacjach na weekend. Bardzo nalegał od długiego

czasu i skonczyły mi sie wymówki, musiałem go zaprosić. Tak więc przyjechał.

Spoko koles w jeansach levisa, krótko ścięty i w okularach. Był gitarzystą jakiegoś

zespołu, grał zajebiście. Już na wstępie jak wyszedł z pociągu spojrzał na mnie ze

skrzywieniem myśląc "ja pierdolę, czy ta spierdolina to naprawdę on? proszę

żeby to nie był on". Podszedłem, zapytałem czy to on jest marcinem. Na

początku nie wiedział co powiedzieć, pewnie głupio mu było zaraz po tym jak

poczuł odór czosnku z mojej brzydkiej, pryszczatej i niekształtnej mordy. Takodpowiedział

smutnym głosem, jakby to była kara za to, że nazywa się tak a nie

inaczej i że nie może spierdolić ode mnie. Koleś spytał się na początku gdzie

idziemy, był pierwszy raz w ogóle w tym regionie polski i nie wiedział co się

dzieje. Problem w tym, że ja, jako spierdolina życiowa, nigdy nawet nie byłem na

dworcu PKP. No ale cóż, droga jakoś przeszła. Idąc miastem widziałem że się

mnie wstydził. Zauwazył, że cos jest nie tak jak ludzie mijający nas mówili co

chwile do mnie "spierdalaj brudasie", a ja spuszczałem głowę. Trafiliśmy do jego

motelu, aby mógł zostawić swoje rzeczy. Nie mógł u mnie spać, ponieważ

miałem w domu tylko 2 łóżka. Na jednym sypiała moja niedorozwinięta kuzynka

z moimi rodzicami, którą porzucili prawdziwi rodzice, a na drugim ja z dwoma

psami. Marcin niechętnie ze mną rozmawiał, ja cały czas próbowałem zarzucić

jakiś temat. "Ostatnio wylootowalem serpent sworda z NPC Wilson na rooku".

Jego jedynymi odpowiedziami były drwiące spojrzenia. Po paru godzinach

obcowania ze sobą nawzajem zauważyłem że ma mnie mocno dosyć. Zaczął

chodzić szybkim krokiem 5m przede mną, jakby udawał że mnie nie zna.

Nadszedł wieczór, więc musiałem zaproponować mu w końcu jakąś rozrywkę

oprócz chodzenia po 5 tysięcznym mieście w kółko. Zaproponowałem wizytę w

fajnej knajpie. Już na wstępie barmanka przed ladą poprosiła mnie o dowód i

wyszło na jaw że mam 16 a nie 19 lat, jak wcześniej mu mówiłem. Patrzył na

mnie z politowaniem, ale kupił piwo dla nas obydwu. Na nieszczęście w knajpie

byli ludzie którzy mnie znali od małego i od równie dawna gardzili mną i

zatruwali mi życie. Gdy tylko nas zobaczyli krzyknęli 'hahah ta spierdolina jest

tutaj i jeszcze piwo pije. to ty na dwór wychodzisz śmieciu?'. Oczywiście nic nie

powiedziałem, nie byłem w stanie. Marcin usiadł w jakimś rogu przyciemnionym

i czekał na mnie. Ja usiadłem. Siedzieliśmy na przeciwko siebie. On już w ogóle

nic nie mowił. Zlapala mnie okropna sraczka, nie bylem w stanie utrzymac juz

stolca wiec pobieglem do kibla jak najszybciej. Kolejka byla nieziemska. Mialem

tak wielka sraczke ze czulem jak pot scieka mi z posladow na piety. W koncu nie

wytrzymalem i lekko popuscilem. Bylo slychac ze to ja sie zesralem i rownie

dobrze czuc to ode mnie. Wiekszosc osob stojacych i czekajacych na toalete sie

speszyla i wyszla. W koncu moglem zalatwic potrzebe. Wysralem sie szybko,

bezproblemowo w przeciagu 3 minut. Gorzej bylo z majtkami, cale plywaly w

rzadkiej kupie ktorej nie zdolalem utrzymac przed posiedzeniem. Postanowilem

je po prostu wyjebac do kibla. Wrzucilem je i spuscilem w kiblu. Ponownie kurwa

nieszczescie. Jebane gowno sie zatkalo a spluczka zaciela. Woda plynela caly

czas a cisnienie wciaz bylo zbyt male zeby udroznic kanalizacje. Woda zmieszana

z rzadkimi fekaliami ktore przed chwila zostawilem na staromodnym kiblu z

pulka zaczela wyplywac i wylewac sie z kibla. Cale buty mialem osrane. Do

ubikacji wbiegl szybko wlasciciel, widzac ze wylewa sie cos z pod drzwi od

toalet. Zastal mnie z opuszczonymi gaciami, gola osrana, jeszcze niepodtarta

dupa probujacego odetkac kibel przy pomocy reki owinietej wlasna koszula

kupiona w sklepie obuwniczym. Kazal mi natychmiast to zostawic i zawolal

jakiegos kolesia z zaplecza co sie tym zajmuje, najprawdopodobniej woznego.

Koles to odetkal w pare chwil ale gowno trzeba bylo sprzatnac. Wlasciciel byl tak

wkurwiony ze kazal mi wpierdolic dla jednego ze swoich karkow stojacych

gdzies na sali. Napierdalal mi palka po goleniach, zeby nie bylo tak widac. Ledwo

wyszedlem z tego kibla na wpol zywy i caly osrany. Marcina juz nie bylo. Do dzis

nie pojawil sie na gadu gadu, prawdopodobnie zmienil numer.