FANDOM


Zeszły tydzień zaczął się dla mnie super. Dostałem nową pracę. Poprzednio robiłem jako tymczasowe popychadło na 1/2 etatu w biurze za 1100 netto. Teraz zostałem asystentem specjalisty ds. zaopatrzenia. W praktyce fakturowanie i zamawianie ubytków towaru (armatura) w magazynie. 2300 na rękę. Rodzice byli zachwyceni, ja w sumie też. Jak na 25-letnie gówno z bylejakim licencjatem to już coś. W pracy zupełnie nowe towarzystwo, nikt jeszcze nie znał mojej fizycznej i mentalnej stulejki. Czułem, że moje życie się zmienia.

W pokoju jestem razem z informatykiem i magazynierem. Informatyk to typowy stulej jak ja. Chudy, przetłuszczone kłaki, pingle, flanela. 3000 netto, co jest małą sumą jak na informatyka. Magazynier też stulej, grubas, też mieszka z rodzicami 1900 netto. Trójka stulejów. Zaczynałem wierzyć, że zdobyłem kumpli. W sumie z nich wszystkich ja byłem najprzystojniejszy i najlepiej ubrany. Cieszyłem się, bo nie mam żadnych kumpli. Umówiliśmy się na piwo w barze w piątek po pracy. Już widziałem oczyma mini-wygryw jak wam tu napiszę, że byłem z kumplami na imprezie.

Coś jednak zaczęło się psuć. Przed wyjściem z pracy Bogdan (informatyk) i Andrzej (magazynier) powiedzieli, że przyprowadzą swoje dziewczyny. Wybuchnąłem głośnym śmiechem, bo uznałem to za dobry żart. Popatrzyli po sobie ze zdziwieniem a potem na mnie. I tu się zaczęło. TAK! Naprawdę mieli dziewczyny. No dobra, pomyślałem, jakieś obrzydliwe bazyle na pewno, ale za to mają koleżanki, może mnie z którąś poznają. Zapytałem od razu Bogdana i Andrzeja czy nie zagadaliby do swoich dziewczyn żeby i dla mnie znaleźli jakąś na wyjście. ZGODZILI SIĘ! Byłem w siódmym niebie.

Mieliśmy się spotkać się o 20:00 w barze. Całkiem fajny, muzyka na żywo, dużo ludzi. Zarezerwowany stolik na 6 osób. Specjalnie się spóźniłem 20 minut, że niby mi nie zależy. W rzeczywistości byłem gotowy już o 19:00 i jak pies z wywieszonym ozorem kręciłem się przez półtorej godziny w okolicach baru, byle nie zostać zauważonym. Czułem się sam przed sobą jak szmata. No oke, wchodzę do baru, widzę już przy stoliku moich kumpli i tu kuurwa totalny zonk. Siedzą razem z nimi dwie super lochy. Z twarzy jednak 6,5/10 druga mocne 7/10. Szczupłe, fajne cycki, długie nogi, zadbane. Poczułem się jak śmieć. Jeszcze rano uważałem się za najlepszego z naszej trójki, za super kolesia, a oni z takimi dziewczynami jakie by na mnie nawet nie spotkałem. Wybełkotałem "cześć" i usiadłem w kącie byle nie zostać zauważonym. Byłem całkowicie zmieszany. Najgorsze jednak było przede mną.

Po chwili do stolika podchodzi inna loszka, też 7/10 uśmiecha się i mówi do mnie "cześć jestem Edyta", nadstawia policzek do pocałunku. To koleżanka Marty i Andżeliki - dziewczyn moich kumpli. To ją mi przyprowadziły na randkę. Znowu coś wybełkotałem, musnąłem parchatym ozorem cudownie pachnący policzek Edytki w pocałunku i cały czerwony usiadłem spowrotem z zamkniętym ryjem. "Chodźcie pobujamy się" powiedział Bogdan - znaczy zatańczymy - i wszyscy się podnieśli a ja nie wiem dlaczego pomyślałem, że to żart i chciałem wyjść na kumatego i zabawnego i zaśmiać się głośno, ale jakoś źle wypuściłem powietrze i zamiast ustami prychnąłem nosem i na czarną bluzę poszedł mi wielki gil Wiecie jak to jest gdy się parsknie śmiechem (nosem) i obsmarka się przy okazji. Właśnie to mi się zdarzyło.

Nawet nie spojrzałem na wzrok dziewczyn i kumpli. Głośno rozpłakałem się i po 10-15 sekundach szlo@@@ak szczeniak wybiegłem z lokalu, popędziłem do domu. Rodzice oglądali coś w tv. Zobaczyli tylko jak śmignąłem do pokoju. Płakałem do poduszki chyba z godzinę nad swoim przegraństwem. Później wstałem i napisałem wypowiedzenie z pracy ze skutkiem natychmiastowym, wysłałem je na maila sekretariatu. Na pewno tam nie wrócę. Zbity jak pies zacząłem szukać nowych ogłoszeń o pracę. Pewnie znowu wyląduję na stażu jako popychadło za grosze. Rozdepczcie mnie Smutas