FANDOM


Miałam ambitny plan przestać udawać i ukrywać uczucia przed innymi. Plan przewidywał między innymi nieodpowiadanie „wszystko ok” na pytanie „co tam”. Miałam zamiar szczerze mówić, że mam kompleksy, że czuję się gorsza, że stale się do innych porównuję i że kompletnie nie umiem rozmawiać z ludźmi, jestem totalną społeczną porażką. Jedyna osoba, z którą umiem rozmawiać to mój chłopak. On wie o wszystkich moich potworach w głowie, z nim już to wałkowałam (zwłaszcza wtedy, kiedy płakałam codziennie, bo tabletki antykoncepcyjne wjeżdżały mi na psychę, mówiąc kolokwialnie). Ale chciałam przeprowadzić eksperyment, chciałam zobaczyć, jak ludzie będą reagowali na tak rozbrajającą szczerość. Nie zrobiłam tego z prostej przyczyny – bałam się. Boję się. Boję się, że zostanę wyśmiana, że usłyszę, że moje problemy są śmieszne i że gówno wiem o prawdziwych problemach, że jestem rozpieszczonym bachorem, beksą, histeryczką, atencyjną kurwą. Boję się, że będą traktowali mnie jeszcze mniej poważnie, niż obecnie. Dzisiaj na mojej uczelni odbyła się ważna impreza, to znaczy – ważna z punktu widzenia ludzi, którzy żyją imprezami, którzy lubią się czasem najebać i puścić z byle kim. Kolega z roku spytał, czemu się nie wybieram, przecież to taka impreza, taka ważna, będzie super. Odpowiedziałam, że źle się czuję na takich imprezach. Nie wdawałam się w szczegóły, z wiadomych przyczyn, ale jego reakcja przeszła moje oczekiwania. Zaczął po prostu rechotać i dopytywać, że co to znaczy i że jak mogę źle się czuć na imprezie. Ale nie ma co tłumaczyć. Oni tego w życiu nie zrozumieją, mają swoje prawdy, mają swoje imprezy, w zasadzie wszystkie imprezy, chodzą na wszystko, ciągle chleją i trzeźwieją, a ja po prostu nie lubię hałasu, nie lubię tłumów, nie lubię wypindrzonych lasek wijących się przed cudzymi facetami w rytm jakiejś żenująco szmirowatej muzyki. Mam wrażenie, że wszyscy wszystkich wtedy oceniają, kto jak wygląda, jak się ubrał, jak chodzi na obcasach. Oceniają w swoich głowach i na ucho do koleżanki. Przerasta mnie to, bo zawsze czuję się najgorszą dziewczyną na imprezie, zawsze mam wrażenie, że jestem najgorzej ubrana, uczesana, umalowana, mam najbrzydsze buty, najbrzydszą twarz i ohydnie tłuste uda. I mam wrażenie, że dokładnie to myślą o mnie atrakcyjne, zgrabne dziewczyny w pięknych sukienkach, dziewczyny stale podrywane, lubiane, popularne, naturalnie piękne, niepotrzebujące makijażu. Zawsze czuję na sobie mierzące mnie spojrzenie atrakcyjnej dziewczyny i zawsze wtedy w głowie pojawia się myśl: „niepotrzebnie wychodziłaś z domu, teraz łazisz i szpecisz świat, ludzie patrzą na ciebie z żalem, z pogardą, mogłaś zostać w domu, spójrz na siebie, wyglądasz tragicznie, nie powinnaś w ogóle wychodzić z domu”. I właśnie dlatego nie mówię szczerze ludziom co u mnie, jak się czuję, dlaczego nie chodzę na imprezy. Jedyne miejsce, gdzie czuję się akceptowana i bezpieczna to zamknięte wokół mnie ramiona mojego chłopaka. Za dwa tygodnie startuje operacja przeprowadzka, po roku związku zamieszkamy razem. Nie obchodzi mnie, że ktoś twierdzi, że to za wcześnie. To przemyślana decyzja, dyskutowana naprawdę wiele razy. To nie pośpiech, tylko naturalna kolej rzeczy. Zresztą znam pary, które zamieszkały razem dużo wcześniej i mają się świetnie. Wszystko zależy od tego, na czym opiera się związek, jaki stosunek mają do siebie partnerzy. Jestem szczęśliwa i nie mogę się doczekać. Nie będę musiała godzinami szykować się na umówione spotkanie na mieście czy u mnie w mieszkaniu. Nie będę musiała płakać w poduszkę w pustym pokoju bez nikogo, kto jakoś powstrzyma tę rozlewającą się gorycz. Nie będę musiała bać się pająków w pokoju, bo przecież będę miała mężczyznę tuż obok. Spokój. Właśnie zdałam sobie sprawę, że przez moje potworne komplesy i stałe przeświadczenie o swojej niższości wobec innych, o tym, że jestem gorsza, brzydsza i tak dalej, przez to wszystko ja tak naprawdę nigdy nie będę w pełni wolna i szczęśliwa. Tak zupełnie zupełnie w pełni szczęśliwa. Tak sama ze sobą, a nie tylko wtedy, kiedy On jest obok. I dlatego przegrałam. Przegrałam walkę o szczęśliwe życie, spokojne zasypianie, kochanie siebie. Mam teraz trudniej niż inni. Mam mniej