FANDOM


Ja mam teatr nawet w domu. Mój ojciec to prawdziwy artysta, człowiek o nieprzeciętnej wrażliwości i fantazji. Codziennie wieczorem odgrywa ten sam, ale za każdym razem jakże zaskakujący spektakl. Woła mnie do swojego pokoju, mówiąc, że chce mi pokazać najnowszy, niezwykle drogocenny, znaczek w swojej kolekcji. Kiedy z największym pietyzmem i podnieceniem przekraczam próg jego świątyni, otrzymuję niespodziewanie soczyste uderzenie zza futryny jego żylastym buzdyganem. Ojciec, wykorzystując moje zaskoczenie, kontynuuje akt chłosty do momentu, kiedy liczba razów dojdzie do siedmiu. Po wszystkim, kiedy udaje mi się otrząsnąć po brutalnym, rodzicielskim ataku, uciekam do swojego pokoiku, zalewając się łzami. Wyciągam z szuflady swoją ulubioną czekoladę i zaczynam się nią zajadać, próbując osłodzić sobie doznane przed chwilą upokorzenie. Wtedy nagle w drzwiach pojawia się tate, odziany w swój najlepszy garnitur i zaczyna śpiewać "Chodź, przytul, przebacz". No i przebaczam, w końcu to mój ojciec. Ech, jakie to piękne...