FANDOM


NAUCZ SIĘ ZWALAĆ WINĘ NA INNYCH (NA PRZYKŁAD PAŃSTWO)

Spójrz w lustro. Co widzisz? Zmęczonego życiem człowieka, który nie lubi siebie, swojej pracy, swojego życia i faktu, że nigdy nie starcza mu do pierwszego. Kogo to wina? Oczywiście, że przecież nie ciebie i twojego odbicia! Pamiętaj, że za twoją sytuację odpowiedzialni są (kolejność przypadkowa, bo wszyscy po równo niszczą twoje życie):

1. Państwo ogólnie, bo gdybyś mieszkał w jakiś Stanach, Wielkiej Brytanii czy Niemczech, to byłbyś bogaty, chodził na randki z Angeliną Jolie oraz robił wielkie zakupy w marketach i cieszył się życiem. A tak to mieszkasz w tej głupiej Polsce, w którym tylko bieda piszczy, politycy okradają, a wszystko jest drogie i beznadziejne. A, no i ludzie głupi.

2. Rząd, bo kradną twoje ciężko zarobione pieniądze, nic nie robią, siedzą całymi dniami w sejmie i kłócą się o pierdoły. Zajęliby się drogą w twoim mieście, a nie jakimiś spotkaniami z Obamą. Obama – srama. Przecież wiadomo, że będzie wojna i wtedy nam nie pomoże.

3. Prezydenta, bo przecież wygrał nie ten, co chciałeś. A jak wygrał ten co chciałeś, to za kilka miesięcy też go nie będziesz lubił. Nie zasługuje na twoją sympatię. Przecież kradnie, tak jak cała reszta z Wiejskiej. Wyobraź sobie: dostaje pieniądze za swoją pracę! Czy to nie zabawne?

4. Media, bo lansują modne twarze, które zarabiają tylko za to, że po prostu są. Albo że chodzą z kimś, kto jest znany. A przecież to takie niesprawiedliwe, bo dostają pieniądze ZA NIC. To prawie tak, jakby zabrali tą kasę TOBIE, bo przecież ty nie masz, a oni mają. Czy im nie wstyd?

5. Studia, bo przecież nie dały ci posady szefa w wielkiej firmie i nie załatwiły ci błyskotliwej kariery. Zmarnowałeś pięć lat, wychodzisz z uczelni, a tu żadnego pracodawcy na kolanach błagającego o to, byś pracował w jego przedsiębiorstwie? Żenada.

Pamiętaj – im szybciej nauczyć się zwalać winę na wszystkich dookoła, tym lepiej będziesz się czuł. Po co masz się zamartwiać brakiem pracy, złą posadą, małą ilością pieniędzy, czy figurą, która cię nie zadowala, skoro to nie jest twoja wina? Nic na to nie mogłeś poradzić. Nie możesz się obwiniać o to, że kraj, celebryci i nawet prezydent są przeciwko tobie. Przecież ubogiemu wiatr w oczy kole czy coś tam. Okej, a teraz już przestań o tym myśleć, bo znów się rozczulisz i będziesz płakać nad swoim losem. A przecież to wszystko NIE TWOJA WINA!

PAMIĘTAJ, ŻE WSZYSTKO CI SIĘ NALEŻY.

Kiedy ludzie od siebie zbyt wiele wymagają, zaraz umierają na jakieś zawały, raki i innego tego typu nieprzyjemne sprawy. Po co ci to? Czy nie lepiej uważać, że ci się coś od życia przecież należy? No sorry, ale jesteś młody, wykształcony (albo i nie), dopiero startujesz w dorosłe życie…. świat powinien coć dać od siebie, nie? Naiwniacy nie umieją prosić o swoje. Ty nie prosisz i nie dziękujesz, bo przecież zasłużyłeś.

1. Pamiętaj, że państwo powinno dać ci mieszkanie albo dodatkowe pieniądze, bo przecież zaszczyciłeś kraj tym, że się tu urodziłeś. Powinny być jakieś dopłaty do mieszkań, a najlepiej, gdyby państwo wzięło kredyt na ciebie. Co to dla takiej Polski 300 tysięcy na mieszkanie? No, 400, bo marzysz o tarasie i wielkim ogrodzie.

2. Nigdy nie zapominaj, że rodzice muszą ci płacić kasę, dopóki sam nie masz jej za dużo albo dopóki nie będziesz miał zadowalającej pensji. Przecież cię urodzili, nie? Wiedzieli, na co się pisali, decydując się na dzieciaka. Zreszta, co by mieli zrobić z tymi pieniędzmi? No przecież nie będą wydawać na siebie….

3. Proś o różne pierdoły znajomych i przyjaciół. To przecież nie jest chyba wielka sprawa, jeśli koleżanka napisze ci wypracowanie, kolega podzieli się obiadem, a przyjaciółka popilnuje kota. Masz znajomego fotografa? Niech ci zrobi fotki, dla niego to sekunda. Na pewno nie ma nic innego do roboty, a deklaruje się, że to jego pasja…. niech robi. Przecież nie prosisz o to codziennie – masz swój honor. Raz na dwa dni wystarczy.

PRÓBUJ W KÓŁKO TEGO SAMEGO, NAWET, JEŚLI SIĘ NIE UDAJE

… i dziw się, że nie wychodzi. Każdy głupi przecież wie, że skoro próbujesz coś robić milion razy, to za milion pierwszym wyjdzie. Niech ci tylko nie przychodzi do głowy próbować czegoś innego albo, broń Boże, zastanawiać się, co możesz zmienić, żeby ulepszyć to, co robisz. Po prostu bądź cierpliwy. Spokojny. W końcu przecież się uda. Wystarczy tylko powtarzać to do upadłego. Bo kto powiedział, że nie można zmieścić kota w pudełku po zapałkach?No właśnie.

NIE MYŚL O SWOJEJ PRZYSZŁOŚCI Bo po co się stresować? Zresztą, jaka to może być przyszłość, skoro kraj do kitu, praca okropna, kredyt coraz większy, a małżeństwo bez seksu i bukietów na rocznicę. Podejmuj wszystkie decyzje spontanicznie i kompletnie nie przejmuj się tym, co będzie dalej. Uważaj tylko na niektórych „pozytywnych” (FUJ!) ludzi – niektórzy mówią, że warto się starać robić coś więcej, żeby potem, na przykład, mieć doświadczenie. A na cholerę? Przecież się doświadczysz, jak już będziesz potrzebował pracy. Nie ma musu, by za bardzo wybiegać myślami do przodu. Luuuz. Masz dopiero 35 lat. Możesz jeszcze mieszkać u mamy z pieć (bo po czterdziestce to już siara).

CZEKAJ NA CUD

A teraz usiądź sobie wygodnie i poczekaj, aż wreszcie coś w twoim życiu będzie miało szansę się zmienić. Może wybuchnie wojna, spadnie kometa ze złotem, albo pies w ogródku wykopie ci skarb, który potem sprzedaż jakiemuś podejrzanemu typowi na allegro? Tylko pamiętaj: czekaj uważnie. Nie chcesz przecież tego przegapić. Być może gdzieś tam istnieje spadająca gwiazda spełniająca życzenia i wygrana w totka i czeka na odpowiedni moment, w którym wkroczy do twojego życia. Dlatego nie możesz rozpraszać się niczym innym, na przykład robieniem czegoś dodatkowo. Po co? Tylko się zmęczysz.

Widzisz? Bycie sierotą życiową wcale nie jest aż tak trudne, jak myślałeś. Ten poradnik kompletnie wystarczy, by żyć wiecznie na kredycie, ciągle brać pieniądze od rodziców, kisić się w pracy, której nienawidzisz, nie spełniać marzeń, nie mieć pasji i żyć u boku kogoś, kogo nawet nie kochasz.

Bo przecież to, jak wygląda twoje życie, to nigdy nie jest twoja wina. To wina wszystkich innych!