FANDOM


Stulej Imprezowicz Siema stooleje, podzielę się wami pewną historią, która miała miejsce w sobotę. Dopiero teraz mam odwagę o tym pisać. Tak więc do rzeczy. W zeszły piątek pętałem się jak zwykle bez celu na uczelni, licząc, że ktoś litościwie zagada, pytając Co słychać?, ewentualnie prosząc o notatki. Zwykle nic takiego nie miało miejsca, ale tym razem było inaczej. Przypałętałem się do stojącej w rogu grupki wygrańców (180 cm, włosy na żel, dobry kosmetyk) i zacząłem przysłuchiwać się rozmowie. Gadali o imprezie, którą wyprawiają jutro. Znałem trochę (z widzenia) organizatora imprezy, Sebastiana, dlatego prosto z mostu zapytałem: Mogę wpaść? Odpowiedzią było pogardliwe spojrzenie rozmówców ale i odpowiedź, po której poczułem nieasmowite kołatanie w okolicy serca: Jasne, wpadaj. Nie mam pojęcie, dlaczego się zgodził, ale to nie było ważne. Liczyłem na obecność wulgarnych loch, przy których będę uskuteczniał mój wygryw. Może nawet pójdę w ślinę z jedną z nich?(dotąd nie trzymałem dziewczyny za rękę). Rozpoczęły się wielkie przygotowania. Od mame wybłagałem 20 złotych na wydatki, na które składały się: żel do włosów z nieocenionej Biedronki i dezodorant Bond z kiosku na rogu, którego opakowanie zużyłem w całości, skraplając pachy oszałamiającym zapachem, a w rzadkie włosy wklepując większość lekko przeterminowanego żelu. Nie miałem wątpliwości: wszystkie loszki będą moje. Wbiłem na imprezę z zadziwiającą pewnością siebie. Kątem oka widziałem, że kilka loszek(a boskie były to loszki były mówię wam) nieśmiało zerkało w moim kierunku, chichocząc delikatnie w swoim gronie. Puszczono wolną muzykę i loszki ruszyły w zmysłowy taniec wraz z resztąchuopaków, więc rzecz jasna siedziałem przy stoliku, udając niezmierne zainteresowanie półpełną puszką piwa marki VIP, gdy dosiadła się ONA. 90/60/90, tzytze wielkości arbuzów, śnieżnobiały uśmiech. Poczułem, moja pryszczata facjata oblewa się rumieńcem, a pauka nabrzmiewa krwią niczym napełniana wodorem czasza balonu. Marta jestem a ty? spytała loszka, uśmiechając się zalotnie. W tym momencie dostałem deliktanego tiku ramienia, w wyniku czego reszta piwa wylała się z puszki i poleciała prosto na zwiewną sukienkę loszki. Zamarłem. Ktoś będzie musiał to wyczyścić loszka zmysłowo szepnęła mi do ucha, jednocześnie kładąc rękę na moim chudym kolanie. Teraz albo nigdy pomyślałem, jednocześnie robiąc to, co dla wygrańców jest chlebem powszednim. Wyciągnąłem rękę w stronę jej uda, zamierzając zmacać je solidnie. Jednak zamiast oczekiwanej miękkości kobiecego ciała, poczułem coś innego. Lepkiego. Sztywnego. Kątem oka dostrzegłem pośpiesznie wycofującego się wielkiego obrzezanego kutasa, który zniknął pod stołem.